Blog > Komentarze do wpisu

A w co Ty się ubierasz na zimę?

Niezgodnie z zapowiedzią, dzisiejszy tekst jest o ubraniach. Niezgodnie, bo miał być wczoraj. Wydarzyło się jednak coś, co zdarza się raz na kilka lat i wymazuje mi dzień z życiorysu.


Zimę przestałem lubić, gdy zacząłem się uczyć w Szczecinie. Jeżeli wyglądasz za okno w Mieście Bez Starówki i widzisz mżawkę wiesz, że jesteś spóźniony. Jeszcze rok temu na komunikację miejską składały się tramwaje budowane z wraków niemieckich Tygrysów i autobusy odcinające kończyny. Dziś na przystanki podjeżdżają nowe, ciche i ciepłe niskopodłogowce. Nie wpłynęło to w żaden sposób na ich punktualność. Wąskie gardło w postaci starych tramwajów puszczanych na mniej oblegane trasy pozostało, bo prędzej czy później te muzealne wehikuły muszą się znaleźć na wspólnych torach kilku linii. I zawsze psują się właśnie wtedy. Autobusy nie radzą sobie w korkach wśród debili za kierownicą. O tym też kiedyś napiszę. Już teraz możecie sobie zakodować, że w Szczecinie stosunek dobrych do złych kierowców wynosi 4:1.

To właśnie był jeden z tych dni. Czekałem na spóźniający się tramwaj. Na dworze -23, a na moich nogach: new yorki od adidasa. Czyli takie zwykłe adidasy. Przez kilka ładnych lat nie kupowałem butów na zimę wychodząc z założenia, że i tak zawsze jest mi zimno. Zmieniłem zdanie, gdy musiałem wejść w zaspę. To nie była wina motorniczego: w Szczecinie ulice odśnieża się, zgarniając śnieg na pobocze. Na pasach i przystankach też. Wybór padł na polecany sklep w Galaxy (taka galeria handlowa): Wojas.

Mam pecha do marek, którymi nigdy się nie interesowałem. Znajomi się śmieją, że każdy nowy ciuch oddaję na gwarancję. To pewnie panbuk mnie chronił przed nimi. Buty w Wojasie kupiłem pod koniec zimy. Ładne, czarne kozaki za 200zł. Jakąś pastę czy cuś też kupiłem. W końcu pani na kasie wie, że mi się przyda. Nosiłem je 2 tygodnie. Oderwała się wewnętrzna część podeszwy. Teoretycznie mógłbym kupić wkładkę, ale to wstyd. Nie po to kupuję buty za dwie stówy, żeby po kilku dniach nie można było w nich chodzić. Oddałem na gwarancję. Czekałem na naprawę prawie miesiąc. Dostałem je, kiedy zrobiło się już ciepło. W rok później ubrałem je natychmiast, gdy zrobiło się zimno. Wytrzymały tydzień. Zagadką pozostaje dla mnie, jak można naprawić but tak, by odpadło to samo i dwie inne rzeczy, uchwyty na sznurówki i materiał powyżej pięty. Omijać tę sieć szerokim łukiem. Tej zimy chodzę w Campusach. Kupiłem je na letnie wypady w góry. Są bardzo ciepłe, stabilne i wygodne. Na promocji można je dostać za 200 z hakiem. Polecam.

Na początku października chciałem kupić rękawice. Wybór padł na Zarę: są eleganccy, solidni i drodzy. To ostatnie tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że ich rzeczy są porządne. Rok temu kupowałem u nich sweter. Trochę za bardzo się rozciągał i musiałem go zwrócić, ale zwrot przebiegł bezproblemowo. Dodatkowo zaraz potem zaproponowano mi inny. Prawa rękawica wytrzymała miesiąc. Zaraz potem zaliczyła solidne rozdarcie na nadgarstku. No nic, zdarza się. Poszły na gwarancję. Miała trwać maksymalnie 19 dni: 14 na decyzję i 5 na naprawę. Pani z obsługi wzięła ode mnie numer i powiedziała, że poinformują mnie o możliwości odbioru.

Po 21 dniach pojechałem o nie pytać, bo sms z informacją jakoś do mnie nie dotarł.
- Dzień dobry. Chciałem odebrać rękawice z reklamacji.
- Dzień dobry. Zaraz sprawdzę.

Z tym rozdarciem pojechałem pierwszy raz. Dziś dostałem je z powrotem. Piękne, nowe. Z prawie identycznym rozdarciem. Wystające nitki z nieudolnego szwu gratis.

Wiem, że rozmazane. Ciężko się robi zdjęcie jedną ręką. Wśród kobiet, które bardzo nie chcą żebyś je zrobił.

- To jakaś fuszerka. Niech pani spojrzy.
- Faktycznie. To co z tym robimy?
- Proszę zwrócić mi pieniądze.

W dalszej rozmowie panie dowiedziały się, że nie dostałem informacji o spóźnionej gwarancji. Zostałem zasypany przeprosinami i pytaniami, czy teraz jestem już usatysfakcjonowany. Pokazano mi informację o wysłaniu smsa i zapewniono, że to musiał być jakiś błąd sieci. Pewnie kiedyś jeszcze coś u nich kupię, ale póki co są zbyt awaryjni.*

Moim wielkim odkryciem jest płaszcz z Reportera. Bardzo ich lubię. Mają ceny podobne do konkurencji, ale dobre promocje. Na jednej kupiłem płaszcz. 300zł za taki sięgający trochę powyżej kolan, z paskiem pod szyją. Przy -20 mogę w nim chodzić w koszuli. Niżej jeszcze nie sprawdzałem, ale myślę, że w połączeniu ze swetrem da radę i przy -30.

Na głowę wkładam czapkę z adidasa. Polarowa, trochę za mała. Idealna do biegania, na zimę nadaje się trochę mniej. Jest cienka i gryzie się stylistycznie z płaszczem. Szukam nowej, ale nie mam teraz czasu na latanie po sklepach. Gdy patrzę w lustro, ta z adidasa wydaje się dość gruba. Pewnie uczucie niedopasowania do reszty jest tylko w mojej głowie.

To właśnie pagulhanowy zestaw na mróz. Muszę do niego dołożyć ciepłe rękawice. Ewentualnie spodnie. Przez cały rok chodzę w dżinsie, ale coraz częściej stwierdzam, że to za mało.

*Kiedy powiedziałem, że nie dostałem informacji o decyzji reklamacyjnej w sprawie rękawic, panie na kasie były zaskoczone. Powiedziały, że była jeszcze tego samego dnia. Powinienem być zadowolony, bo mają tak wiele rzeczy do naprawienia, że niektórzy czekają trzy tygodnie.

środa, 27 listopada 2013, pagulhan
Tagi: ubrania

Polecane wpisy

Komentarze
2013/11/27 23:51:27
Szkoda że nie wrzuciłeś zdjecia szwów...
-
2013/11/28 12:23:06
Wrzucę. Dziś albo jutro zedytuję wpis.